niedziela, 29 grudnia 2013

Uwaga!

Mamy problem z formularzem zgłaszającym dodanie wilka. Spróbujemy to naprawić. Do tego czasu prosimy o wysyłanie nam na howrse

Przepraszamy za utrudnienia....

Alfy.

Od Kiby do Blue - Quest

Wstałem na tyle, ile mogłem. Najeżyłem sierść i warczałem. W każdej chwil mogłem zaatakować intruzów. Wymieniliśmy już parę niegroźnych kłapnięć paszczami i dość sporo grożących spojrzeń. Jeden z wilków, basior, (wyraźnie to poczułem) był z tych muskularnych i zbyt pewnych siebie samców z wyższych sfer. W jego ciemnych, brunatnych oczach widziałem błyski nienawiści przeszywającej kości i dziwnego, tajemniczego uczucia, jakie komuś okazywał. Jego "twarz" wydawała się być znajoma... Czarne, grube futro, białe zęby i... to znamię, blizna po głębokiej ranie na łapie. Takie rany nigdy się nie goją... I wtedy coś zrozumiałem. To był jeden z wrogich wilków, z demonów. Pojawiał się czasem i walczył z nami... Ale o co mu chodziło... Dwa wilki obok niego stały trochę mniej pewnie i nie były tak zdenerwowane, jak on. Nie szukały zemsty... Były raczej tylko jego podwładnymi, ale bez wahania mogły mnie zabić. Basior, ich "pan" miał jednak lęki, co do czynu śmierci. On chciał, aby sama po mnie przyszła. Ta jest o wiele bardziej bolesna, niż zagryzienie.
 -Zostaw ją! - warknął wkrótce najsilniejszy. Podszedł bliżej mnie, chciał zatopić swe szczęki w mej szyi i zakończyć sprawę, która wyraźnie nie była mu miła.
 - Kogo! Trafiłeś pod zły ad.... - I wtedy urwałem w pół słowie. Nie mogło mu... Nie o nią...
 - To ty! To ty! - wstałem przepełniony złością, byłem wyższy, groźniejszy... - Tylko spróbuj! Skrzywdziłeś ją!
 - Ja? Ona raczej skrzywdziła ciebie...
 - Co?! To przed tobą uciekała! Ty, ty... - rzuciłem się na niego. Po paru chlapnięciach krwią (moją także) znów przeszliśmy do rozmowy.
 - Nie uciekała... Blue... Blue jest moja! MOJA! - warknął podle. Nienawiśc narastała w nim.
 - Jest ze mną!
 - Czyżby? A może nie znasz jej prawdziwego ja? - Kiedy basior to powiedział, zapłonął, a potem zniknął ze swoimi ziomkami. Ja stałem jak słup soli z krwawiącą szyją i udem... Wciąż nie mogłem uwierzyć, czy zrozumieć. A może nie chciałem zrozumieć?

Od Finy do Wilków o stalowych nerwach - Wataha pradawnego mroku

Wpatrywałam się w mrok. Twarz wydawała mi się dziwnie znajoma. Nagle zrozumiałam...
- Kowu! Bracie!
- Czyli pamiętasz starszego braciszka, co?! A może pamiętasz też wielki pożar w lesie, jak nasi rodzice spadają w morze ognia, i jak...
- Dość! Krzyknęłam i zwinęłam się w kłębek.
- A ty znowu jesteś, małym, słabym szczeniakiem, którego trzeba wciąż ratować. Kowu kłapnął szczękom niemal odgryzając mi ucho.
-Co w ciebie wstąpiło?! Zapytałam szlochając.
- Wstąpiła we mnie moc, nieposkromiona siła i magia mroku!A to MOJA wataha.Wataha silna, nieustraszona, nie znająca bólu. Wataha pradawnego mroku!Zawył przeraźliwie. Starczyło to na wyślizgnięcie się z jaskini i ucieczkę. Nie wierzyłam własnym oczom. Jak on mógł się tak zmienić. Przed pożarem był miły opiekuńczy, czasem wkurzający.
Może pobliski szaman coś zaradzi.Pobiegłam przez las, aż do chaty wydrążonej w dębie.Na drzwiach wisiały niezliczone maski , a z gałęzi zwisały kolorowe paciorki.
Niepewnie pchnęłam drzwi, które nie stawiały żadnego oporu. W środku siedział garbaty wilk z wieloma naszyjnikami i amuletami.
-A kto dzisiaj u mnie gości? Wyseplenił starzec nie odwracając się nawet.
- J..j.jestem Fina. Z watahy niezłomnej nadziei.
-Nadzieja umiera ostatnia.Westchnął basior. No, z czym do mnie przychodzisz?Zapytał (wreszcie )się odwracając.
-Nie z czym, ale z kim. Przyszłam tu w sprawie mojego brata, który się ostatnio dziwnie zachowywał.W prawdzie nie myślałam, że on w ogóle żyje!
- Podejdź tu, do mojego kotła. Spełniłam prośbę. W kociołku gotowała się jakaś bulgocząca, fioletowa maź. Nagle przed oczyma miałam biel. Poczułam się śpiąca, jakbym nie spala od wielu dni.Upadłam tylko na podłogę i słyszałam mamroczecie starca jak we mgle i zasnęłam w jaśniejącej bieli...
 (Kolejna część już wkrótce!)

sobota, 28 grudnia 2013

Od Kiby do Blue

- Nic Ci nie jest? I kto... Kto Cię szuka? - zapytałem z lekka przerażony, że coś mogło jej grozić. Dlaczego mi o tym nie powiedziała?
 - Blue? - przycisnąłem ją. To było jedyne wyjście. Stawka była zbyt wysoka. Wadera spojrzała na mnie, a potem lekko przechyliła głowę. Wiatr dął jeszcze mocniej. Grube czapy śniegowe spadły z czubków zielonych świerków. Szare chmury wygrał z siłami blasku, ciepła i spokoju, ze słońcem. Zza kępy cierni wyskoczył blady szarak. Pognał przed siebie zmęczony dłuższym czekaniem. Widocznie był tu przed nami i nie chciał gnać tuż obok dwóch naturalnych wrogów, w każdej chwili gotowych zaatakować i zakończyć jego nędzny i krótki żywot. Jednak teraz najwidoczniej mróz bardzo mu doskwierał. Nie skorzystałem z okazji.
 - Kiba... - zawołała już trochę weselszym głosem.
 - Wiem, przepraszam. Nie będę już naciskał. Powiesz, kiedy będziesz gotowa. Ale w krótkim czasie dobrze?
 - Dobrze, ale nie zupełnie o to mi chodziło. - zaśmiała się - Chodź, pokażę Ci coś!
 - OK! - Blue zrobiła już kilka radosnych skoków i obejrzała się za mną.
 - Hej, nie stój tam jak kołek! - śmiech.
 - Jasne - odparłem równie wesoło i ruszyłem za nią.
 <Takie sobie, ale mi się spieszyło. Sory. >

piątek, 27 grudnia 2013

Quest dla Nieustraszonych!

Budzisz się w nocy w swoim domu. W powietrzu czuć zapach krwi...
Nie możesz się ruszyć bo z każdej strony spoglądają na ciebie rozwścieczone pyski.
Jedną z tych twarzy poznajesz...
Nie wierzysz własnym oczom...
Napisz opowiadanie na ten temat!!!
Nagroda: 100 Sperarów

Od Hope Cd Od Ichigo

-Idealne. - uśmiechnęłam się po czym usiadłam obok Ichigo.
Maluch położył się między nami cicho piszcząc. Ichigo uśmiechnął się do szczeniaka.
Wtuliłam się w futro ukochanego. Cała trójka oglądała wpadające do nory pierwsze płatki śniegu ( trochę późno wiem XD). Nastała głucha cisza. Słychać było tylko bicie serc. Mały Kaien wybiegł przed norę. Był zachwycony śniegiem. Spojrzeliśmy na siebie z Ichigo po czym się uśmiechnęliśmy. Wyszliśmy z nory. Zaczęliśmy bawić się z małym w śniegu. Było cudownie. Po kilku godzinach poszliśmy w kierunku nory.
Ichigo zauważył coś niepokojącego.
-Chyba ktoś za nami idzie...-powiedział .
Zmarszczyłam brwi.
-Dobrze , chodźmy szybciej.
Po powrocie do domu poszliśmy spać...
Coś zaczynała się dziać...
 ... ale nie byłam pewna co...
Ziemia - Zima Tapeta
<brak weny XD>

wtorek, 24 grudnia 2013

Święta!

Życzymy wam szczęścia, zdrowia i...ah a po co to wszystko? Słyszycie to wszędzie i staje się to nudne...więc złóżcie sobie sami życzenia a my po prostu się pod tym podpiszemy :). Z czego to wynika? Nie z naszego lenistwa lecz z tego że nie wszyscy chcą tego samego. Życzymy wam również, abyście zawsze z nami byli, jak nie fizycznie to choć psychicznie. 

Omega i Hope

Od Diary do Havok'a


Samotność
-Dzwonię... i dzwonię... i jedyne co słyszę to "Po usłyszeniu zostaw wiadomość" ! Mam już tego serdecznie po uszy!.
Kiedy tylko podeszłam pod dom Havok'a otworzyła jakaś dziewczyna.
- Zastałam Havok'a??? - Zapytałam
- Nie, pojechał...
- A mogę wiedzieć gdzie???!
- Tak, na Syberię.
- A po co  ?- Poczułam smutek i ból że jedyna osoba, która mnie lubiła odeszła...
- Ma tam prywatne sprawy. Będzie za miesiąc.
-Boję się że mnie zapomniał... I że go na zawsze stracę... - Pomyślałam.

<Havok???> Brak weny twórczej*

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Od Ichigo C.D Hope


- Hmm...jakby tutaj..- szeptałem,rozmyślając nad imieniem dla małego wilka.
Mój stan i tak nie był za dobry.
Ledwo widziałem. Nadużywanie Mangekyo Sharingan'a spowodowało, iż mój wzrok był mocno zatracony. Mogłem zobaczyć tylko "kontury" wszystkiego.
Hope wyszła wyszła na spacer,a szczeniak spał przy mnie.
Głucha cisza pozwoliła mi spokojnie i płynnie myśleć. Powoli przypominały mi się czasy mojego dzieciństwa, i mojego rodu.
Moja rodzina była dosyć duża. Najbardziej w pamięci zapamiętał mi się mój starszy brat, Kaien. Był dla mnie najbliższą osobą, moim ideałem. Zawsze chciałem być jak on, a w końcu doszło do tego, że go zabiłem.
Gdy ocknąłem się z transu myśli i wspomnień, spojrzałem na mojego syna.
Uśmiechnąłem się w jego stronę, a po chwili do nory weszła wadera.
- Chyba mam imię dla naszego malucha. Co powiesz na Kaien?

< Hope ? ^^ >

Od Blue do Kiby

Cieszyłam się że znów go widzę. Brakowało mi dźwięku jego głosu, jego szczenięcego błysku w oczach. To pytanie kompletne zbiło mnie z tropu, zmuszając na nowo zebrać rozrzucone myśli i wspomnienie ubiegłych dni. Przez te parę sekund, utwardziło mnie to w przekonaniu o mej niskiej wartości. Wiatr napierał coraz mocniej, zapędzając mnie w kozi róg. Kiba nie spuszczał ze mnie poważnego wzroku, a ja już nie unikałam jego spojrzenia.
- Musiałam załatwić parę spraw...Ale już jestem. - odparłam nieco zachrypniętym głosem, kończąc lekkim uśmiechem. Basior patrzał na mnie z podejrzeniem. Pewnie nie takiej odpowiedzi się spodziewał... - Słuchaj. - ciągnęłam - Ktoś chce mnie odszukać, jeśli mu się uda wasze życie jest zagrożone. Musiałam załatwić wam ochronę, bo to moja wina...- spuściłam wzrok. Poczucie winy nie dawało mi spać. Do swoich czynów podchodziłam krytycznie, zresztą było to słuszne, byłam zmuszona wszystko odkręcić. Sekunda w oczekiwaniu na jego reakcje zdała się ciągnąć w nieskończoność. Poczułam jak lodowaty podmuch wiatru przeszywa mnie na pół, drgnęłam z zimna i zmęczenia. Spojrzałam Kibie prosto w oczy...
<Kiba?>

niedziela, 22 grudnia 2013

Od Finy


 Wędrowałam ponuro przez pustynię. Nic tylko wydmy i wydmy. Słońce świeciło niemiłosiernie. Po co tu przybyłam? Żeby być sama? Bo chcę potrenować? Może to przeznaczenie? Nie wiem. Wiem tylko że jestem tu tylko ja. Nagle zobaczyłam cień za kamieniem. Podczołgałam się bliżej i wskoczyłam za kamień. Nikogo nie było... Za sobą usłyszałam kroki, ale odwróciłam się za późno. Nieznajomy wskoczył na mnie i przygwoździł do podłoża. -K.k..ktoś ty? Wyjąkałam... (Nieznajomy?)

sobota, 21 grudnia 2013

WAŻNE

Chyba przekroczyliśmy limit formularzy czy coś. :I
Posty o dodaniu wilka i niektóre opowiadania nie dochodzą więc prosimy przesyłać je na howrse!!!!!!!!!
Przepraszamy i spróbujemy jak najszybciej to naprawić!
WNN.

piątek, 20 grudnia 2013

Od Kiby do Blue

Patrzałem na nią. Rozwiane futro, błyszczące oczy i lekki uśmiech. Stała taka samotna, a śnieg sięgał jej do pasa. Przytuliłem ją. - Gdzie byłaś? - zapytałem z nadzieją, że usłyszę teraz całą opowieść i dowiem się, że będzie przy mnie. Wiatr zawiał mocniej, a lekkie płatki śniegu zawirowały, kręciły się wokół nas, szalały.Z najwyższych czubków zielonych, pokrytych białą częścią nieba i zmęczonych długą i bezcelową tułaczką do słońca świerków wyleciały czarne ptaki niosąc swój śpiew dalej i dalej. Słońce błysnęło zza chmur lekko oświetlając Blue, po czym znów schowało się za gęsta i nieprzebytą pustynią obłoków. Blue patrzyła na mnie, nie wiedziała jak zacząć. Zacząłem domyślać się, że to nie jest łatwa sprawa, jednak zapytałem ponownie... Otworzyła usta, nabrała powietrza i powiedziała:....

czwartek, 19 grudnia 2013

Od Omegi do Hope i Ichigo

I znów zebrałam myśli. Wspomnienia napływały takimi falami, że aż głowa bolała. Co jej powiedzieć, aby jej za bardzo nie zszokować. Szybko uśmiechnęłam się i podeszłam do małego wilczka.
-Jaki słodki!-spojrzałam na jego różki.-I ma rogi jak ja!
-Nie wykręcisz się. Mów o co chodzi...-Hope spojrzała na mnie wyczekująco.
Westchnęłam.
-Byłam głupia...dałam się złapać i... trafiłam do laboratorium.-potarłam rozmyty znaczek na ramieniu. Zwiesiłam pyszczek.-Gdyby mnie nie złapali mogliby zajść głębiej i zaszkodzić innym...-uśmiechnęłam się lekko.-Już prawie zapomniałam jak to jest być wilkiem...heh... i chyba nim nie jestem...
-Jak nie jesteś?! Jesteś!-siostra objęła mnie ramieniem.-Ale ty opowiadaj co się stało, a nie co BY się stało...
-Eh...-opowiedziałam Hope co się stało(masz tam trochę w poprzednim opowku)-Był tam taki jeden który zawsze mnie bronił. To z nim zaplanowałam ucieczkę, proponował mi, abym poszła z nim, ale przypomniałam sobie watahę i...Marco....Co z nim?!
-Oh...Omega...-wadera nie zdążyła nawet zareagować, bo uwiesiłam się jej ramienia. Przez chwilę tłumiłam płacz, ale po chwili po moich policzkach płynęły strumienie łez.

*

Leżałam w naszej jaskini ze szczeniaczkiem mojej siostry w łapkach. Moja sierść była już czysta, jedwabista i błyszcząca, a znaczka z laboratorium i numeru "seryjnego" już nie było śladu. Hope poszła na polowanie, bo jak twierdziła byłam jeszcze za słaba. Maluch łaził po mnie, czepiał się moich rogów i nawet próbował się wieszać na grzywce. Od razu mnie polubił i gdy poszłam do biblioteczki, maluch łaził za mną. Wzięłam książkę i zaczęłam czytać, ale wilczek położył się na niej i zaczął mnie lizać po nosie.
-Chodź tu!-powiedziałam do niego i przełożyłam się na plecy biorąc przednie łapki i sadzając na brzuchu. Usłyszałam, że ktoś idzie, ale nie przestałam się bawić z wilczkiem. W wejściu pojawił się Ichigo. Maluszek pobiegł do swojego taty i zaczął się cieszyć. Podbiegłam do basiora i objęłam go po przyjacielsku.
-Cześć!-powiedziałam.
-Hej, dawno cię tu nie było!-uśmiechną się. Nagle do jaskini wbiegła zdyszana Hope.
-Nie-jest dobrze...-powiedziała ledwo łapiąc oddech.-
<Hope? Ichigo?>

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Od Hope do Omegi

Ujrzałam Omegę po długiej nieobecności. Skoczyłam na nią.
-To ty! Wróciłaś! -powiedziałam szczęśliwa ze łzami w oczach.-Ale co ci się stało?
Omega zmarszczyła brwi lecz nagle zmieniła temat.
- Coś nowego się pojawiło pod czas mojej nieobecności?
-O i to dużo rzeczy!
Zza mojej łapy wyszedł mały wilczek ( opis masz w innym opo XD)
- Naprawdę tęskniłam.
Przytuliłam ją...
Zważyłam że Omega jest smutna...
-Co się stało sis ?
<Omega?>

Od Hope CD Od Ichigo

Znalazłam się w lecznicy. Wokół mnie stały wilki i opatrywały mi rany. Byłam zmęczona , ledwo żywa.
To była ciężka noc...
                                       ...Bardzo ciężka.
Wciąż myślałam o Ichigo. Nad ranem przynieśli go do mnie nieprzytomnego.Obawiałam się najgorszego.
Czuwałam nad nim cały dzień i noc. W końcu się przebudził.  Odetchnęłam z ulgą.
-Udało się...-wyszeptał wyczerpany.
Pocałowałam go w czoło.
-Ale jak ty się czujesz?! -zerwał się z miejsca.
Uśmiechnęłam się do niego i odsłoniłam ogon pod którym leżał mały wilk.
Ichigo otworzył szeroko oczy.  Wilczek był ciemno szary , może lekko niebieski. Miał również ciemniejsze wzory na ciele. Zza uszu wystawały małe różki.
Otworzył oczy. Były wielkie , okrągłe i mocno czerwone.
Spojrzał na Ichigo i wyciągnął do niego małą łapkę.
- Jest Jeszce jeden problem... Jak go nazwiemy?!

<Ichigo? Sorry trochę krótkie XD>

Od Kastiel'a do Aiszy i Shiry

Uśmiechnąłem się i spojrzałem na nią.
-Jestem tu by spełnić każde Twe życzenie Kochanie
Rzekłem i pocałowałem Ją. Lekki wiaterek uniósł liście i otoczył nas. Byłem w Nią wpatrzony. Jej delikatne ruchy i słodki głos budził we mnie ogromną nadzieję i szczęście.
Szliśmy powoli lasem. Byliśmy przy sobie bardzo szczęśliwi. Z lasu wyskoczyła Wadera i spojrzała na nas, przyjrzała się. Aisza spojrzała na nią. Wpatrywała się we mnie. Podeszła bliżej.

<Aisza? Shira?>

niedziela, 15 grudnia 2013

Od Omegi

Po ucieczce z laboratorium miałam tylko jedną myśl w głowie:" Uciekać! Uciekać jak najdalej od tego chorego miejsca!". Pewne obrazy zostaną na zawsze w ojej pamięci. Zmasakrowane ciała zwierząt i ludzi. Czołgające się puste korpusy. Krew i narzędzia tortur leżące nieodłącznie obok fotela w ciasnym, a nawet klaustrofobicznym pomieszczeniu o niegdyś białych ścianach teraz po barwionych niedomytą krwią. Szepty Głodu... Ale również przyjaciół, którzy wspierali mnie do końca, oraz tyranów którzy gasili iskierki nadziei jednym spojrzeniem.

Gnałam na łeb na szyję przez ciemny las. Czułam na karku oddech mechanicznych psów gończych i ostry zapach metalu i smaru, który nie pozwalał poczuć zapachu nocnego lasu. Zacisnęłam oczy i gwałtownie odwróciłam się. Nikogo nie było. Sama jak zawsze sama ....nawet wrogowie mnie nie gonią...
Zawsze sama....

*

Wlokłam się po obrzeżach lasu, cóż ze sobą zrobić. Już od dawna nie miałam żadnego zajęcia. O ile zajęciem można nazwać uciekanie, unikanie cudzych szczęk i narzędzi tortur oraz walka o jedzenie. Na co dzień laboratorium od strony drogi funkcjonowało jako schronisko. Poszli do adopcji wszyscy moi kompani z celi. Ja zostałam. Miało to plusy bo poszli również moi wrogowie. Nawet raz pewien mały chłopczyk chciał mnie wybrać, lecz... w celi obok był przecudny, ostatni szczeniaczek jakiegoś psa pasterskiego. Chłopczykowi widocznie bardziej się podobałam, ale to rodzice decydowali o wyborze. Dla nich wyglądałam tajemniczo, dziwnie i... dziko...
Zmieniło się to gdy ludzie(laboratorzy) doprawili mi tatuaż i cyfry "582" w kształcie nalepki na beczkach które czasem przyjeżdżały do laboratorium, znak radioaktywności bądź jak to określali naukowcy znak testowań. Nie wiedziałam dokładnie czego, ale nie dawałam za wygraną. Rzucałam się na każdego człowieka który tylko chciał mnie dotknąć.
Pewnego dnia, a raczej nocy nadarzyła się okazja ucieczki...więc uciekliśmy. Ja i parę innych eksperymentów. Ale teraz wszyscy poszli w swoją stronę, a ja swojej strony nie mam...

Nagle przypomniałam sobie watahę i kim jestem... Weszłam na jej teren, ale tam nikt mnie nie rozpoznali...Spojrzałam w taflę wody i zrozumiałam...Byłam inna...

Sierść byłą brudna i o wiele krótsza  tak samo grzywka. Pod okiem i na plecach był inny znak. A zza uszu wystawały rogi...Poczułam ból...i wielki smutek...i samotność....

(Może wkrótce zrobię w wersji graficznej :) )

Od Ichigo do Hope


Byłem cały we krwi.
Mojej krwi.Przeciwnik jednak też za dobrze się nie miał.
Patrząc na hope, wiedziałem że to teraz.
Przez chwilę odzyskalem kontrolę nad ciałem.
Rozciąłem swoją łapę,po czym ułożyłem pieczęcie.
- I-ichigo,co ty robisz?!
- Muszę cię trzymać zdala od tego typa. Jedynym wyjsciem będzie wysłanie cię do lecznicy,by mogli cię opatrzyć.
- A ty? Co z tobą?! Nie mogę cię...
- Umrzeć,chroniąc tych których kocham. To jest moja droga. Nawet jeśli zginę,zawsze będę cię kochał. - Uśmiechnąłem się w jej stronę.
- Przyzwanie! - Krzyknąłem.
Przedemną pojawił się duży kruk.
- itachi,wiesz co masz robić. Zabierz ją do lecznicy. - Ptak posłusznie użył kamui (teleportowanie w czasoprzestrzeni),
teleportując siebie i waderę.
Odwróciłem się w stronę nieznajomego.
Obaj byliśmy w krytycznym stanie.
Poczułem ból w mojej głowie.
" dosyć czułości, Ichigo. To ja zmiażdże tego śmiecia,a potem pozbęde się twojej duszy raz na zawsze! - Rzekł hollow(pusty),nie przerywając diabelskiego śmiechu."
Zacząłem tracić kontrolę,i jakby zapadać w "duchową śpiączkę" (moja dusza zasypia,hollow przejmuje władzę)
Wszędzie sialiśmy zniszczenie.
Krew lała się jak deszcz,a obaj ledwo staliśmy.
- Teraz wykończę cię ostatnim ciosem. - syknął przeciwnik.
Hollow postąpił w ten sam sposób,ale nagle przerwałem mu ja.
Siłą próbowałem zerwać maskę z mojej twarzy,
A pusty krzyczał:
- Ichigo kretynie,daj mi walczyć! Jeżeli to ja będę się bił za ciebie,mamy szansę wygrać! - Nie słuchałem.z trudem udało mi się zrobić to co zamierzałem.z satysfakcją odpowiedziałem:
- ktoś próbował się nam wtrącić.
- Nie będę wnikał. Czas to zakończyć.
- Raczej tak. - Zaczęliśmy biegnąć naprzeciwko siebie. Kiedy byliśmy już parenaście centymetrów od siebie, ryknąłem:
- Getsuga tensho! - Nastąpił wybuch, a nas odrzuciło w obie strony.
Przed oczami przeleciały mi wszystkie wspomnienia związane z moją ukochaną.
Upadłem na ziemię,powoli tracąc przytomność.

< Hope? :* >


Od Hope CD Od Ichigo

Było ciemno...
Słyszałam jak wyżej ktoś walczył. Byłam pod ziemią.
Moja Aureola oświetlała mi drogę.
Osłupiałam.
-Ichigo?!
Usłyszałam jego krzyk. Nagle ktoś przebił się z góry i oświetlił całą jaskinie.
-Tylko na tyle cię STAĆ ?!- odezwała się postać popychając Ichigo.
Byłam w oddali więc początkowo mnie nie zauważyli.
Nagle czerwone ślepia spojrzały w moją stronę.
Zmarszczyłam brwi. Walka ucichła. Ichigo stał  naprzeciwko Nieznajomego który się we mnie wpatrywał. Miałam przygotowane strzały. Skoczył w moją stronę. W tej chwili uruchomiłam Lodową  kolczastą tarczę. On przebił się przez nią z  trudnością. Ichigo skoczył na niego i wbił mu się w kark.
On jednak go odepchnął.
-Jesteś niczym! - krzyknął nieznajomy. Nagle z oczu Ichigo zaczęły spływać krople krwi.
Moim oczom ukazał się wielki wybuch ( czy coś w tym stylu). Odepchnął mnie.
Straciłam orientacje. Ogłuszyło mnie lekko. Po kilku godzinach zaczęłam widzieć co się dzieje.
Stał tam Ichigo. Cały we krwi. Głośno dysząc podszedł do mnie.  Złapał mnie ostry ból.
Ichigo spojrzał na mnie.
-T-to chyba już...- powiedziałam z przerażeniem...

<Ichigo XD? Chyba wiesz co nadchodzi ? C: >

od Blue do Kiby cd

Tej nocy nie potrafiłam spać. Niebo było intensywnie rozgwierzdżone, księżyc był w pełni. Brak było mi cienia i schronienia. Wczesnym rankiem rozpoczęłam na nowo tułaczkę. Przedzierałam się przez opustoszałe krzewy jagód. Zamieć zleksza ustała, zostawiając za sobą śnieżne wydmy. Chłody, orzeźwiający wiatr wiał mi prosto w twarz. Moje futro, jak i wszystko dookoła skryte było szadzią. Dobrze radziłam sobie w śniegu, lecz mróz przeszedł mi po kościach. Zamyśliłam się, czy ktoś w ogóle mnie szuka? Nie byłam typem mazgaja, więc nie zastanawiałam się nad tym dłużej...Usłyszałam wycie wilka, rozejżałam się. Zobaczyłam zarys postaci na wzgórzu i pognałam tam. Nie przejmowałam się niczym, ani kamieniami kaleczącymi łapy, ani bólem w udzie. Jak dziecko żywiłam nadzieję że to Kiba... Na górze przyjżałam się basiorowi, jednak przez zamieć nic nie widziałam. Stojąc tak w bezruchu czułam że silny wiatr zaraz mnie przewróci. Nagle ktoś mnie objął. Wyczułam że to Kiba, wtuliłam się w niego.
(Kiba?)
(Przepraszam z góry za brak środków stylistycznych i ewentualne błędy, piszę z komórki)

Od ichigo CD hope

Padał deszcz.
Chodziłem i rozmyślałem.
Krople deszczu nieustannie tańczyły wokół mnie,przerywając głuchą ciszę.
Mam iść na wwzgórze i poznać prawdę? Odpowiedzi na pytania,które dreczą mnie od tak długiego czasu...
A może lepiej żyć normalnie,i nie dac zabić się tej niewiedzy...
Nie umiałem tego rozgryść.
Powinienem być przy swojej ukochanej,a tymczasem szlajam się bóg wie gdzie.
Wreszcie zdecydowałem.Podniosłem pewnie głowę do góry,po czym zacząłem biec.
Nie wahałem się,po prostu chciałem wiedzieć.
Kiedy dotarłem na wzgórze,ujrzałem znajomą postać.Byłem absolutnie pewny,że to on.
- A więc przyszedłeś,Ichigo.Wiedziałem że tak postąpisz.
- Chyba wiesz po co tu jestem,nie mam czasu na pogawędki...
- Hmm..ach tak. Tak więc zobacz,poczuj tą nienawiść...Tsukuyomi!
- Cho**ra...- syknąłem,po czym zostałem złapany w iluzję.
"Zaraz...to jego wspomnienia..." - pomyślałem.
Na moich oczach toczyło się to,co wydarzyło się dokładnie w dniu moich narodzin.
Atak pustego.Dokładnie tego pustego,który został we mnie zapieczętowany.
Widziałem tych wszystkich wilków...ich śmierć.
Ich walka o życie toczyła się na moich oczach.
Ale to co ujrzałem na samym końcu,było dla mnie szokiem.Widziałem osobę,która posłała monstrum na moich rodziców,wioskę.
- Dosyć! - Krzyknąłem.
Dezaktywował technikę,i wszystko powróciło do normy.
- To niemożliwe...jakim cudem?!
- Mówiłem ci już. Twój klan zawsze kierował się nienawiścią.
- Co ty możesz wiedzieć o moim klanie?!
- Sporo. Dziwię się,se aż do teraz tego
nie rozgryzłeś. - Przez chwilę próbowałem domyśleć się o co mu chodzi.
- Zaraz zaraz...tylko mój klan posiada sharingan'a. Więc ty też do niego należysz?!
- Dokładnie. To parę wilków napuściło pustego na resztę watahy. Lecz twoi parszywi rodzice musieli przeszkodzić,a twój brat wybił resztę swojej rodziny by zapobiec zamachowi stanu.
Zostałem tylko ja,by dokończyć te dzieło. Tym razem ani twój.brat,ani ty nie przeszkodzisz mi w zabiciu ciebie i twojej ukochanej..- po tych słowach rzucił się na mnie.
Nienawiść pulsowała w moim sercu.
Na mojej twarzy formowała się maska pustego,
A w podświadomości usłyszałem głos.
- No dalej...więcej nienawiści...Ichigo, tym razem to ja zabawie się tym szczeniakiem...- w tej chwili pusty przejął całkowitą kontrolę nad moim ciałem i umysłem.
W tym czasie przeciwnik zdołał mnie zranić.
- Phi. To ma być walka? Tylko na tyle
cię stać? - Pusty nie ograniczał się z słowami.
Zaczęliśmy walczyć. (no raczej pusty i nieznajomy x3)

< Hope? Ta..nie było mnie dużo czasu..ale to taki prezent xd >

sobota, 14 grudnia 2013

Nowy! Erjku !

Partner: Szuka
Opis wilka: Ma na imię Erjku pochodzi z piekła. Jest członkiem stada ognia. Interesuje się piekłem oraz ma Czarcią Pieczęc na brzuchu.

Od Diary do Havok'a CD

- Naprawdę się cieszę.- Uśmiechnęłam się.
Znów urosły mi skrzydła.
- Czy znów chcesz ze mną gdzieś polecieć?
- Tak, z miłą chęcią.
Góry znów były od nas znacznie niższe.
- Jestem głodna. A ty?
- Także.
- Przekąsimy coś? Tylko co.... hmm...- rzekłam
- No nie wiem.
- Czy ty też to widzisz? - zdziwiłam się
- Tak, co to jest?!
- Wygląda jak człowiek. Podlećmy bliżej
- Nie możemy! A co jeśli nas złapie?!
- Mam już dość przygód. Chcę mieć normalną rodzinę: Wziąć ślub, mieć szczeniaki, dobre stawki żywieniowe. O i chcę mieć smoka!
I nie życzę sobie ludzi i innych wrogów- tylko przyjaciół.
Gdy tylko wylądowaliśmy, znaleźliśmy się w jakimś ciemnym miejscu, które wyglądało na cmentarz. Na dodatek było tam strasznie zimno.
- Ile jest stopni? zapytałam
- Na pewno poniżej zera, gdzieś tak -27 stopni Celsjusza
- B...boję się!
Wtuliłam swój zimny i zamarznięty pysk w jego miękkie i delikatne futro:
- Musimy przeczekać mrozy! Zostańmy tu do jutra.-powiedział Havok
Ujrzeliśmy smoka, który zaczął zionąć ogniem. Dzięki niemu widzieliśmy coś przez chwilkę
- Havok?!
Usłyszałam jak on pada na ziemię
- Havok?! Zabij go! Zgłodniałam ! Boję się. Gdzie jesteś ?
Nastąpiła cisza.
Zobaczyłam leżącego smoka i jego w ranach.
- Jak ty go zabiłeś?

<Havok???>

Od Moon do Hell Fire

Błąkałam się po watasze i tunelach na zmianę. Rzadko widywałam Hell'a i brakowało mi go. Usiadłam smutno pod drzewem i patrzyłam na zgniłe liście pod łapami. Jesień... kiedyś była dla mnie piękna dziś? Sama nie wiem. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam że z nieba zaczyna padać śnieg, westchnęłam i podniosłam łapę na którą spadła mała kształtna śnieżynka. Uśmiechnęłam się i ścisnęłam łapę.Wstałam i ruszyłam przed siebie. Śnieg padał spokojnie lecz dość szybko obielił całą watahę. Ulepiłam śnieżkę i walnęłam w wiewiórkę. Zaśmiałam się i ruszyłam w stronę plaży. Nagle poczułam że ktoś rzucił we mnie śnieżką. Odwróciłam się w oddali zobaczyłam wilka. Przyjrzałam się i dostrzegła że to Hell zaczęłam biec w jego stronę. Skoczyłam na niego przewracając go i pocałowałam. Wilk zaśmiał się i odwrócił tak że ja leżałam na śniegu a on stał nade mną.
-Widzę że ktoś tu lubi zimę - powiedział śmiejąc się i pocałował mnie
-A tak jakoś... heh
-Co tam u ciebie?
-A teraz bardzo dobrze a u ciebie?
-Hmm... u mnie jak zwykle dobrze tylko dużo papierkowej roboty
-No taki masz zawód -pocałowałam go w policzek- Masz coraz mniej czasu na mnie - zrobiłam lekko oburzoną minę

<Hell'uś?

Od Kiby do Blue

 Słońce było już za horyzontem, a wraz z nim zniknęła cała harmonia. Wiatr zaczął szaleć. Delikatne płatki śniegu przerodziły się w istne kolosy. W jaskini Hope paliło się ciepłe, jasne i miłe światło, które jak dobra matka zapraszało w swoje troskliwe objęcia. Jednak mnie bardziej interesowała ta druga, ciemna i nieznana strona. Tam, gdzie światło to tylko legendy, a noc trwa dłużej. Zdecydowanym krokiem ruszyłem na przód. Sniegu było do pasa, jednak nie można było wrócić.
 Ranek stał się całkiem inny. Walka zorzy ze świtem. Ciemności ze światłem. Przeszywająca krew w żyłach istota śmierci. Jednak dobro zwycięża. Ciekawe na jak długo.... Szczyty lodowych gór, zwisające sople i delikatne jak pióro puchowe zaspy powoli błyszczały w świetle. Kojąca nagroda... Wbiegłem wyrzej, aby delektować się chwilą, która miała jakby nigdy nie nastąpić... Towarzyszyło mi długie i przeciągłe wycie... Zza krzaków wyleciały wróble nieść nowinę o wschodzie innym. Ja zostałem, na wietrze, w ciszy i obawie przed nadchodzącymi czasami. Bo nic nie będzie już takie samo...

 < Blue?>

Od Calipso do Altaira i Agonii - Czy to miłość?

Pewnego dnia spotkałam się z  Altem.
- Powiedz, czy naprawdę kochasz  Agonię?
- A co?
- Po prostu muszę  widzieć - zaczęłam się denerwować
- A czemu?
- To  ważne! - byłam  wściekła
- Dlaczego?
- Bo tak!!!
- Wyjaśnij, po co?!!!
- Bo ja Cię...!!! - przerwałam, bo zauważyłam co robię ale...
-Tak kocham Cię!!! - zawyłam do niego i uciekłam
- Calipso, ja nie wiedziałem, stój!!!

<Może teraz  wejdzie  Agonia, a może ty coś odpowiesz  Alt?>

piątek, 13 grudnia 2013

Do wszystkich !

Kiedyś z Hope zrobiłyśmy konkurs na narysowanie wilka. Usłyszałyśmy że wiele osób nie wierzy w to że coś wyjdzie spod ich ołówka i dlatego postanowiłam napisać tego posta. Oto efekty moich obserwacji i testów (robionych na samej sobie):
No więc jak tu widać jeden wilk jest znacznie lepszy od drugiego. Przypominam że te obrazki nie były stworzone na potrzebę tego posta. Ten pierwszy był narysowany prze zemnie gdy byłam w dobrym nastawieniu do tego co robię. A drugi?...eh...aż wstyd go pokazywać.

Rada.
Myślę że im dłużej się będzie rysować tym ładniejsze one wychodzą. Przy tym rysować z chęcią i nie sugerować się że koleżanka obok rysuje ładniej. To tak samo jak z gimnastyką. Im więcej razy powtórzysz dane ćwiczenie tym lepiej ci one wychodzi. I im więcej rysujesz tym twoja ręka staje się precyzyjniejsza i lepiej odwzorowuje to co chcemy narysować. Przekonałam się że do ładnego rysowania nie trzeba talentu. Według mnie nie ma czegoś takiego jak "talent plastyczny" są tylko dobre chęci i odrobina wyobraźni nawet wzięta z innych obrazków i samodzielnie zinterpretowana.

Myślę że pomogłam.
Może jak wiele osób będzie chciało to narysuję lub nakręcę Tutoriale :) 

Wasza Omega

środa, 11 grudnia 2013

Serdecznie dziękujemy!

Serdecznie dziękujemy za pogratulowania . ^^

Nowa! Bell!


Partner: Zakochana, ale nie powie w kim
Opis wilka: Każdy ją rozpoznaje po białych kropkach.
Zabawna, zwariowana, posiadająca optymistyczny światopogląd. Czasami jednak, gdy jest nie w humorze z miłej waderki ewoluuje w nieznośną, ironiczną zołzę. Zależy jej jedynie na bliskich przyjaciołach, w razie konieczności trudno byłoby powstrzymać ją przed poświęceniem osobników, z którymi nie zdążyła się jeszcze zżyć. Mimo przejawów głupoty, w razie konieczności potrafi zachowywać się mądrze, dumnie i poważnie.

Od Havok'a C.D Diary

-Tak i to bardzo.-Powiedziałem zmieniając się w wilka.
-Naprawdę?-Zapytała z niedowieżaniem.
-Tak naprawdę bardzo cię lubię.-Poczym delikatnie pocałowałęm ją

Diara?

Od Kiby do Lukio

 Wstałem i poparzyłem na zbłąkana waderę.
 - Tak, właśnie na niej jesteś! Wataha Niezłomnej Nadziei wita Cię z przyjemnością. - powiedziałem z uśmiechem.
 - Jestem Kiba. - dodałem.
 - Miło mi... Wiesz, gdzie mogę przenocować i ewentualnie zapolować? - szepnęła
 - Chodź ze mną. Dostaniesz koc i jedzenie. Niestety nie będzie to moja nora, ale chyba Ci się spodoba. To nasze Alfy.
 - Więc chodźmy... - odparła. Po krótkim marszu dotarliśmy do jaskini Hope i Omegi.
 - Hope? - krzyknąłem do jej wnętrza (jaskini). Po chwili wadera pojawiła się przed nami i przywitała.
 - Cieszymy się, że do nas dołączasz! Zapraszam Cię tutaj, a zaraz przyniosę coś z zapasów. - rzekła
 - Dziękuję. - powiedziała Lukio. Ja stałem przed jaskinią.
 - Hej! Co robisz? - zawołała wadera. Odwróciłem się i uśmiechnąłem do niej.
 - Muszę czekać na nią... - poszedłem i usiadłem na skale. Padał deszcz.
< ? >

Od Blue do Kiby

Zatrzymałam się na środku polany. Nastała cisza, przerywana jedynie skrzypieniem uginających się od wiatru, suchych drzew. Wyblakłe liście sunęły po podłożu. Trawa była nieruchoma, pokryta grubym szronem, a ziemia ubita pod ciężarem chłodu. Obserwowałam śnieg, który niedawno zaczął padać. Mimo iż płatki śniegu opadały, pod wpływem wiatru unosiły się, wirowały, ....tańczyły. Każdy z nich wydawał się żyć własnym życiem, jak tysiące małych stworzeń igrających ze światem.
Ponownie rozejrzałam się dookoła, ja jakiś nałogowiec, w nadziei że ta chwila będzie kresem mojego osamotnienia. Czułam jakby jedynymi istotami które przy mnie trwały były właśnie te wirujące cząstki nieba. Być może dramatyzuję, ale od jakiegoś czasu nie potrafiłam się tutaj odszukać. Nie ma już tych samych, starych przyjaciół, staję się zapomniana.
Wbiegłam w gęsty las. Węszyłam w poszukiwaniu zwierzyny, miałam nadzieję że polowanie poprawi mi humor. Szybko odnalazłam małe stado jeleni. Wbrew rozsądkowi, wybrałam postawnego samca. Przyczaiłam się i zaatakowałam. Całe stado się rozproszyło, w tym chaosie trudno odszukać i dogonić upatrzoną ofiarę. Jednak ja byłam skupiona. Jeleń zdał sobie sprawę że jest moim celem, zmienił kierunek biegu by nie znaleść się na łące. Byłam zwinniejsza, stanęłam mu na drodze. Chciał mnie staranować. Lekko odskoczyłam i miałam łatwy dostęp do jego tętnicy. Wykorzystałam to...Zbyt dużo pewności siebie, jeleń zdołał odkopnąć prosto w mą twarz. Uderzyłam o drzewo. Samiec zdołał uciec. Podniosłam się zawiedziona, pozostałam głodna i... Sprawdziłam czy nic mi nie jest. Wyczułam lekkie rozcięcie w okolicy oka, lecz nie krwawiło mocno. Otrzepałam się.
Wdrapałam się na wzgórze. Lubiłam patrzeć na zimowe zachody słońca, zachwycała mnie ta niesamowita konfrontacja barw...Świerzy śnieg wyglądał niczym rudy kryształu. Ułożyłam się wygodnie i podziwiałam okryte własnym cieniem turnie. Patrząc na ten bezkres przestrzeni zdałam sobie sprawę że brakuje mi wędrówki, przygody, celu...Ale w jakiś sposób przywiązałam się do tego miejsca. Westchnęłam, prawdę mówiąc polowanie pozwoliło mi rozładować emocje. Nie licząc siniaków i tego rozcięcia z których nie jestem dumna. Mój umysł jeszcze raz rozpoczął analizę tego dnia. Zasnęłam.

Od Finy do Kiby - Co ty tu robisz?


Stałam jak wryta. Nie myślałam, że się odwróci.Nagle zapytał:
-Kim jesteś ?
-Ja.ja jestem...Nagle z lasu wydobyło się okrutne wycie.
-To chwilowo nie ważne, ale musisz z tond uciekać!
Z lasu wydobył się kolejny okrzyk.Mamy coraz mniej czasu.
-Jestem tu by szukać Blue. Po co mnie pchasz!!Krzyknął
-Blue poszukasz później, ale teraz musisz...
Nagle drzewa runęły na ziemię z ogromnym trzaskiem, zagrzmiał piorun.Z lasu wyłoniła się długa szyja, wielkie, muskularne cielsko i czerwone skrzydła.(zdjęcie smoka)
 https://encrypted-
tbn1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTqPxvw7IzNpwBcL3FGohgI8ZFAUlNlyw8Zf3ekGmb3jNF0uPJq
-A nie mówiłam.Może teraz mnie posłuchasz?!
Obaj braliśmy nogi za pas,ale smok wciąż nas gonił. Zagrzmiał kolejny piorun. Smok ociekł tak jakby przestraszony tym co się stało.Zaczął padać deszcz, wiatr łamał drzewa. (Szykuje się burza stulecia.) Wielkie świerki waliły się nam pod nogami, a pioruny bez przerwy rozświetlały niebo. Wreszcie znalazła się wielka jaskinia, w której się schroniliśmy. Zaczęły się pytania:
-Co TY właściwie robiłaś w tym lesie? Spytał zasałpany.
-Eeee... Ja? No ja......ćwiczyłam, ale mi nie wyszło...Od lat próbuję cos z tym zrobić. I pokazałam na siebie. Nawet nie mam przyjaciół...Umiem tylko to:
Zamknęłam oczy. Mały kiełek wysunął si zza szczeliny i obwinął się wokół kamienia.Nawet paczek si rozwinął.
Nastala grobowa cisza.Z głębi wydobywało się niebieskie światło. Z ciekawości ruszyliśmy w jego stronę ...

niedziela, 8 grudnia 2013

Od Diary do Havaok'a



Kiedy tylko wstałam, zdziwiłam się.
- Ty... ty jesteś człowiekiem ?! - Rzekłam z nutką przykrości
- Tak, jestem, coś nie tak ?
- Nie, nic... Bo... bo ja nie jestem! Kto Cię tak skarał okrutnie?
- Nikt, taki już byłem
- Ahh, bądź w postaci wilka, wygodniej mi się mówi .
Kiedy tylko zmienił się, od razu wskoczyliśmy na Głaz Serc.
Czułam się dziwnie, kiedy tylko go ujrzałam.
- Ja też chciałabym ci coś powiedzieć.... - powiedziałam cicho
Po chwili obtoczyło mnie tornado. Zobaczył tam mnie jednak bez najmniejszej różnicy.
- I coś jeszcze ? - odpowiedział Havok
- Tak.
Po minucie urosły mi ogromnie wielkie skrzydła i powiększyłam się trzykrotnie czyli że byłam trzy razy większa niż wcześniej oraz przybrałam postać ducha, jednak kiedy tornado znikło, znikł także mój przeźroczysty kolor.
- Ty umiesz latać ?!
- Nie jeszcze nie.
- To po co ci one?
- Ponieważ uczę się dopiero, łatwiej mi wszystko wtedy zrobić. Zmień się w "ludzia" i wskakuj na mój grzbiet!
- Ale... nie będzie Cię to bolało ? - spytał
- No pewnie że nie, jestem jak koń, tylko mięsożerny koń
Kiedy się odmienił wznieśliśmy się wysoko ponad szczyty.
Nie mogłam wytrzymać i zakłóciłam ciszę mówiąc:
- Przepraszam Cię, skłamałam. Ja także jestem człowiekiem ale już rzadko się odmieniam
- Dlaczego ?
-Bo wolę być wilkiem.
Wylądowałam i zmieniłam się.
Zadałam pytanie:
- Wiem jestem brzydka ale lubisz mnie dalej ?


Tak dosłownie wyglądałam jako wilk skrzydlaty (podczas przemiany)

Gdy już przeminęło tornado (po przemianie)

Jako człowiek : (podczas przemiany)

Jako człowiek: (drugi krok podczas przemiany)

Jako człowiek (po przemianie)

sobota, 7 grudnia 2013

Od Lukio do Kiby


Błąkałam się bez celu po... Eh, nawet nie wiem gdzie jestem, na dodatek pada deszcz. Po mojej głowie chodziło wiele pytań, dotyczących mojego wcześniejszego życia. Po chwili na skale ujrzałam wilka, podeszłam do niego obojętnie.
- Ja...? Lukio... Chyba... - odpowiedziałam niepewnie na pytanie. Lukio... Jedyne co pamiętam to chyba moje imię.
- Wiesz może gdzie jest najbliższa wataha? - spytałam. Jestem głodna, nie miałam nic w ustach od dwóch dni.

<Kiba?>

Od Havaok'a do Diary


Przedemną satł człowiek.
Wycelował strzelbę prosto pomiędzy mojej oczy.
Zacząłem warczeć.
Człowiek strzelił, a ja w ostatniej chwili uskocyłem.
Przybrałem ludzką postać.
Pośpiesznie wyszeptałem zaklęcie i w mojej ręce zapłoną niebieski ogień.
Czzłowiek wyraźnie się przestraszył i uciekł.
Podbiegłem do Diary.
Ta jeszcze żyła.
Wyrecytowałem kolejne zaklęcie i ją uleczyłem.


<Diara?>

Wazne! :(

Na naszej poczcie pojawił się błąd.
Więc do tego czasu prosimy wysyłać nam opowiadanie na Howrse. Może jutro się naprawi :/

UWAGA!

WNN Odnawia się dla was !
Jak widzicie jet już nowy player i tło ! 
Jutro zabieram się do obrazka na główną!
Pojawi się zwierciadło dusz czyli kącik marzycieli , wypatrujcie także innych niespodzianek ^^

piątek, 6 grudnia 2013

Od Kiby do wilków

 Padał deszcz. Po niebie sunęły czarne chmury, a świat wydawał się umierać. Ziemia była twarda i mokra, a drzewa jakby szare. Wszystko było smutne... szare i puste. Siedziałem na skale i wpatrywałem się w niebo. Wciąż myślałem o Blue. Gdzie ona jest? Co się stało? To chyba moja wina. W oddali usłyszałem kroki. Odwróciłem głowę. Przede mną stał wilk lub wadera przyjaźnie nastawiona/y. Wstałem:
 - Kim jesteś? - zapytałem dość neutralnie...

<WILKI?>

czwartek, 5 grudnia 2013

Do Finy

Niestety nie działa :/
Prześlij nam Fina Cały kod do książki to może zadziała :/

Od Äiszy do Kastiel'a-Jest Super

Popatrzyłam na niego
-Jest super ty to masz wizję -zaśmiałam się
-Czyli podoba ci się .. ?
-Tak .. było by to cudowne gdyby stało się rzeczywistością
wtuliłam się do niego do wieczora tak gdybaliśmy wracając do jaskini byłam bardzo zamyślona
-O czym myślisz
-O tym ze po prostu moje marzenia stają się powoli rzeczywistością przy tobie

Od Pandory do Picallo - Urok kontra słabość

 Kąpałam się z basiorem w jeziorze. Tym razem czułam się bezpieczna i nie miałam zamiaru dalej wypłynąć, aby historia jeszcze raz się nie powtórzyła. Chociaż były zalety. Przypomniał mi się pocałunek. Picallo najwidoczniej chciał zapomnieć o tym, a może dla mojego dobra? Jestem jeszcze młoda. Mam wciąż czas, ale ja nie chciałam czekać. Czułam, że moje serce było rozdzielone na pół. Ta druga połowa czekała na pewny dzień, w którym oddam ją.
- Hej!- krzyknął ochlapując mnie- zamyślona jesteś.
- Ah tak...- po chwili obróciłam głowę. Patrzyłam na niego.
- Czy coś się stało? Hmm? O co chodzi?- zadawał mi pytania.
- Nie, naprawdę nic takiego. Czasem każdy wilk powinien chwilę pomyśleć.
- Pomyśleć nad czym?
- O różnych sprawach.
- A czy ciebie- podpłynął do mnie- coś trapi? Wiesz, może niezbyt długo się znamy, ale...
- Wiem- uśmiechnęłam się- mogę na ciebie liczyć- odwzajemnił uśmiech- chciałam ci jeszcze raz podziękować za wszystko, cieszę się, że cię poznałam.
- Ja też, chyba nudziłbym się przez te dni.
- Hehe- zaśmiałam się i wyszłam z wody. Otrzepałam się z wody. Moja sierść szła na wszystkie strony. Puszysty ogon tańczył w takt ruchu. Białe futerko wydawało się gęstsze. Pico chwilę przyglądał się po czym wyszedł również się otrzepując.
- No, to co teraz? Pandora?- stałam wpatrując się w dal.
- Widzisz tamto miejsce? Musi być piękne!- wykrzyknęłam radośnie biegnąc w kierunku wyznaczonego miejsca, którego jesień serdecznie powitała.
- Poczekaj!- pobiegł za mną. Po niedługim czasie znaleźliśmy się gęstwinie krzewów i drzew. Ich liście opadały na ziemię. Czerwone, żółte i pomarańczowe barwy cudnie wyglądały. Wilk coś powiedział, jednak nie zdołałam usłyszeć, gdyż ja byłam zajęta... próbą ratunku odwinięcia się z lian, które znów pojawiły się wyrastając  z moich pleców. Ta nieoswojona zdolność uniemożliwiła mi cokolwiek powiedzieć.
- Pandora!- przestraszył się- stój, nie ruszaj się... może spróbuję cię z tego jakoś wycią... ale.. przecież...- zauważyła, iż owa roślinność była "moja". Zapewne sądził, że jakaś niezbadana siła przybyła.
Plątatnina sama się odwinęła, chowiąc się. Jeszcze nie panowałam nad tym. Stałam na dwóch łapach, więc miałam upaść, ale samiec, który chciał mnie złapać poslizgnął się. Spadłam na niego, a ten na ziemię. Liście rozleciały się na wszystkie strony. Leżałam na nim.
- Nic.. ci ine jest?- zapytał się w te nieco niezręcznej sytuacji.
- Wszystko gra...
Ustawiłam głowę blisko jego tak, że nasze nosy się stykały. Mimo, że jest to odważny, silny wilk to jednak zarumienił się. Patrzyłam na niego wzrokiem pełnej kobiecości. Czułam się inaczej niż zwykle, bardziej otwarcie o dojrzalej.
- Pandora... jaa.. przepraszam za to..- wyjąkał przepraszając, że przez niego ( chodź to nie jego była wina) znaleźliśmy się w takiej pozycji. Chciał się podnieść, przyparłam go do ziemi.
- A co, nie podoba ci się?- zapytałam go. Chciałam zbadać jego słaby punkt, słabość do płci przeciwnej. Jednak brałam to na poważnie. Pocałowałam go. Wstanęłam i odeszłam. On wciąż leżał będąc w takim jakby szoku.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Od Finy do Amery - Jakby z nią tu pogadać?

Leżałam na trawie i patrzyłam na inne wilki. Wszystkie wyglądały na zajęte, aja nie mam się z kim pobawić...
Wnet w tłumie zauważyłam waderę mojego wzrostu. Była czarno-biała z tajemniczymi oczami. ,,Ona jest fajna!,, Pomyślałam i chodziłam za nią na paluszkach. Doszłam za nią do miasta Osydra. Miejsce było opuszczone i trochę straszne. Długie liany zwisały ze starych kamiennych ścian, a z oddali było słychać ryczenie smoków. Amera usiadła w cieniu kamiennego łuku i patrzyła w niebo.,, Jakby tu ją zagadać?,,
Pomyślałam i powoli przesuwałam się w jej stronę...
(Możesz dokończyć Amero)

Od Ifus do Kizumy

-Dobra Kizuma, konie gadania.... Tylko choć na zakupy!- Pisknęłam z radością. Pobiegłyśmu czym przędzej do pierwszego centrum handlowego. Weszłyśmy. Było ekstra. Weszyśmy do sklepu z ubraniami. kupiła sobie czarno - blałą sukienkę bez ramionczek i czarne buty. Póżniej poszłam do fryzjerki, a Kizuma została w sklepie bo jeszcze coś wybierała. Mamy się spotkać przed drzwiami centrum. Zrobiłam se koczka. Następnie poszła kupć sobie kolczyki i torebkę. Wygladałam tak:

<Kizuma? Brak weny!>

Od Picalla do Pandory - Poprawa poprzedniego opowiadania -Żywioł=Wielka przygoda.

-Jeśli ci to przeszkadza, to to już się nie powtórzy, -Powiedziałem stanowczo.
-a teraz choć spać, a ja zagotuje ci herbatę. -Powiedziałem do wadery. Pandora
się położyła. Dałem jej herbatę. Wypiła i po chwili zasnęła. Ja też zaraz po
niej zasnąłem.



*Rano*



Wstałem zobaczyłem że jestem w swoim żywiole. Wadera
wstała -Aaaa! Nie wiem co tu robisz i kim jesteś, ale wynocha z tond!- Popatrzyłem
się na waderę pokręciłem oczami i wzdechnołem. -To ja Picallo...-Powiedziałem
-Nie wierzę ci! -Warknęła na mnie, ale potem zaczęła się uspokajać. -Na prawdę?
To ty Pico?! Inaczej wyglądasz. -Powiedziała przyglądając mi się dokładnie. -No
brawo....-Pokręciłem oczami i pomyślałem- ''No w końcu!''. -Jak by co, to tylko
dzisiaj jutro będę normalny. -Powiedziałem pocieszająco. -No to ten dzień musi
miną szybko! -Powiedziała, ale jednak nie, nie wiedzieliśmy że przeżyjemy wielką
przygodę. Postanowiłem oprowadzić troszkę po watasze. Wyszliśmy z jaskini
poszliśmy na jezioro (znowu). Kompaliśmy się tam.....



<Pandora? SORY za poprzednie opo, ja go nie wysłałem
tylko moja młodsza siora która dobrała się do mojego kompa.>

Od Kastiel`a do Äiszy - Jeszcze tydzień i najpiękniejszy dzień życia z Ukochaną...

-Naprawdę tak szybko chcesz go wziąć? -zapytałem z nutką zakłopotania w głosie
-A czemu nie -uśmiechnęła się
Byłem szczerze zakłopotany i zaskoczony słowami Aiszy. Nie wiedziałem co robić. Nic nie było przygotowane o moja ukochana chciała brać ślub. Chciałem przygotować jej ślub jakiego nikt nie miał. Chciałem aby był przygotowany właśnie dla nas oryginalnie i według naszych planów
-Może poczekamy jeszcze tydzień aby przygotować uroczystość? -zapytałem spokojny
-No dobrze -powiedziała po chwili zastanowienia
-A więc zacznijmy od od uroczystości gdzie byś chciała aby się odbyła?
-Hmm... no nie wiem a Ty gdzie byś chciał?
-Tak myślałem by zrobić to w pewnym miejscu, szczególnym...
-To znaczy?
Wziąłem patyk i zacząłem rysować po ziemi.Narysowałem tunel różany, którym dojdziemy do altany na plaży.






Gdy skończyłem podszedłem do Aiszy.
-A tort... -zacząłem opisywać


-Skarbie co Ty na to? -zapytałem tuląc ją i całując w pyszczek

<Aisza? Opisz jak by Ci pasowało ^.^ >

Od Diary do Havok'a - serce

- Na prawdę? Nikt mnie w tej watasze troszkę nie lubił. Raz odeszłam ale nic nie pomogło. Dalej wszyscy byli zapatrzeni w siebie. Byłam takim piątym kołem u wozu- czułam się niepotrzebna... lecz spotkałam Ciebie... Zakochałam się... Myślałam, że również mnie zignorujesz...
- Nie, ja taki nie jestem- odpowiedział.
- Mam wiele dziwnych wad...- rzekłam do Havok'a
- Jakich na przykład jeśli mogę zapytać?
- Na przykład...
W tym momencie pojawił się ryś. Dzielny basior rzucił się na niego, ale ryś rzucił nim jak zabawkę... poleciała krew. Havok gwałtownie padł, przestraszyłam się. Włączył się we mnie instynkt mordercy. Wiedziałam, że wilk jest silny i że bez problemu wstanie. I tak się stało. Kiedy się rozpołowiłam, zaatakowałam rysia z każdej strony. Nie bałam się go, tak samo jak basior. Ryś podrapał mnie w bok, niestety, uszkodził mi mięsień u łapy, potem rzucił się na mnie. Rozciął mi żyłę, o mało co nie dostał się do serca. Jednak wreszcie mu się udało. Po kilku machach łapami i swoimi pazurami, odciął mi drugą żyłę. Byłam pewna, że to mój koniec i że się wykrwawię
- Havok? Kocham Cię... ale boli. Nie przeżyję. Uciekaj, niech ryś będzie miał ze mnie pociechę. W końcu mu się udało
- Nie zrobię Ci tego. Pomogę Ci.
- Ratuj siebie.
Havok, pod wpływem złości, zabił rysia. Lecz pojawiło się coś gorszego- człowiek!
Zaczął strzelać. Havok był zagubiony i nie wiedział co zrobić... :(   <3



<Havok?>



Tak wyglądałam:

Nowa! Lukio!

Partner: Brak
Opis wilka: Ta wilczyca zwie się Lukio, w skrócie Lu. Jest jeszcze młodą waderą, gdyż ma 2,6 lat. Ma kremową sierść, rude włosy, fioletowe oczy oraz różno kolorowy ogon. Zazwyczaj jest miła, uparta i odpowiedzialna ale bywa i wredna.