niedziela, 19 stycznia 2014

Od Aishy - Dołączyłam + wiadomość do Aishy

Moja wataha spłonęła, a wszyscy mnie oskarżyli, powtarzałam:
-Ale to nie ja !
Nikt mi nie wierzył. Uciekłam spotkałam wilki:
-Hej, szukasz może watahy ? - zapytał jeden z nich.
-Tak !!- krzyknęłam. zaprowadzili mnie właśnie tu, bardzo się ucieszyłam:
-Nikt mnie tu nie zna i nie obwini mnie o to czego nie zrobiłam - powiedziałam do siebie szeptem.
Tak właśnie zaczęłam przygodę w tej watasze.




...

Aisha! Wyślij nam swój formularz na Howrse bo poczta nam ostatnio nie działa. Przepraszamy!

Od Hope do Ichigo

Obudziłam się w ciasnej klatce z Kaien'em. Cichutko płakał przez sen . Przytuliłam go. Nagle zza rogu wyszła jakaś postać. Byłam ledwo przytomna więc widziałam tylko jej zarysy.
-Wstałaś. Dobrze... Oddaj mi go.-powiedział opanowanym głosem.-Oddaj, a Ichigo pożyje jeszcze trochę.
Zmarszczyłam brwi.Nie wiedziałam co powiedzieć. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
-A więc sam go odbiorę!-Krzyknął , przerywając głuchą ciszę.
Wróg wyciągnął szybko rękę by wyrwać mi Kaien'a z łap. W tej samej chwili mały otworzył swoje czerwone , okrągłe ślepia,  a wokół niego powstało coś w rodzaju elektrycznej bariery. Nieznajomy został porażony prądem o czerwonej barwie, a po chwili padł na ziemie.
-Spóźniłem się... Już został obdarzony...-powiedział,  wstając  i otrzepując się z kurzu.
Nagle strażnicy wnieśli nieprzytomnego basiora i wepchnęli go to klatki. Krwawił...
-Ichigo?-szepnęłam.
Wszyscy opuścili pokój. Mnie i mojego ukochanego dzieliła  tylko krata. Powoli otworzył oczy i spojrzał na mnie.
<ICHIGO? ^^>

Od Hope Do Savage'a

Człowiek wstał otrzepał się i poobijany chciał iść dalej w swoją stronę.
-D-dziękuje.-wykrztusiłam słowo.-Kto to był?
-Nieważne. Nie lubię o niej mówić.
-...-Spuściłam głowę.-Jestem Hope.
-Savage. Miło mi.
Uśmiechnęłam się przyjaźnie.Kucnął obok mnie.
- Chyba gdzieś cię już widziałem... Ale nie wiem gdzie...
Nagle zza krzaków wyskoczył Ichigo. Rzucił się na Savage'a.
-Zostaw ją! -warknął.
-Spokojnie! On uratował Kaien'a.-Powiedziałam przytulając Ichigo.
-A tak właściwie to co cię tu sprowadza?-spytałam.
<Sorry że tak krótko XD>

piątek, 17 stycznia 2014

Kiba ma urodziny!

Wszystkiego najlepszego!

Od Ichigo do Hope

Kiedy wchodziliśmy poczułem coś
Czyjąś obecność. Pomyślałem że to nie jest coś aż tak poważnego, i nie przyjmowałem się tym teraz.
Gdy znaleźliśmy w środku zapanowała cisza.
W takiej atmosferze byłem spokojny,jak nigdy wcześniej.
Bez żadnej niepewności,stresu.
Wadera wraz z małym byli już wycięczeni,więc nie zwracałem jej głowy.
Ciepłym wzrokiem popatrzyłem na moich bliskich,po czym sie do nich uśmiechnąłem.
Wyszedłem na zewnątrz, by się przewietrzyć.
Idąc w obojętnym kierunku natrafiłem nad jezioro. Skupiłem się, i poczułem coś, czego za żadną cenę bym nie chciał. Ludzie.
- Szlag by to trafił! - Usłyszałem strzały.
Zacząłem biec w tamtą stronę.
Widziałem..masę ludzi..wokół naszej jaskini.
Bez namysłu zaatakowałem.
Jeden z nich obrócił się w moją stronę.
Poczułem ból w tylnych łapach.
Mimo tego dalej próbowałem.
- Nie pozwolę im was zabrać...- z braku sił nawet nie mogłem się poruszyć..
Mogłem widzieć tylko okropny widok.
Wynosili Hope, i mojego syna Kaien'a.
- Rusz się...no dalej...rusz się....NO DALEJ DO CHOLERY! - Toczyłem rozmowę w swoich myślach. Sam że sobą...aż nagle...
- Phi. - Szybko rozpoznałem właściciela głosu.
- Palant. Czy ja zawsze muszę ci ratować twoje życie? - Dodał.
- Tylko nie ty...
- Wiesz co, powinieneś mi dziękować. Nie dość że słaby,to niewdzięczny. - Czułem,jak tracę świadomość. Ostatnim widokiem jaki byłem w stanie zobaczyć to walka reszty wilków,wraz z intruzami.
Sam powoli zamieniałem się w pustego,choć tego nie chciałem.

< Hope ? >

niedziela, 12 stycznia 2014

Od Savage'a do Hope

Poczułem osobliwy zapach...do moich uszu doszedł odgłos...ognia... Odwróciłem się gwałtownie i ujrzałem Valanie...Wyglądała jak dawniej. Oprócz tylko maski która zakryła rozerwane szczęki, które rozdarłem podczas naszej ostatniej potyczki. Zawsze towarzyszył jej ogień...zawsze... Moje ciało instynktownie objęły czarne płomienie. Kreatura uśmiechnęła się, mogłem to wywnioskować ze zmarszczek wokół maski.
-Znów na polu bitwy!-odezwała się metalicznym i ochrypłym głosem.-Tym razem nie mam na ciebie czasu.
-A co cię tak zajmuje że musisz odstąpić od potyczki ze swoim ulubieńcem?-powiedziałem gotowy do ataku. Uśmiechnęła się i odbiegła w głąb lasu. Pobiegłem za nią bo wiedziałem że gdy ona ma coś zrobić to jest to przepełnione bólem i krwią. Na oślep wbiegłem na polanę oprócz mnie i Valanii był jeszcze jeden wilk, znaczy się...wilczyca...z młodym...Valania najwidoczniej zauważyła moją reakcję. Metalowe szpony swoich łap wbiła w ziemię i jak dym stanęła obok wadery i chwyciła malucha przednimi łapami. Przydusiła go do ziemi. Wadera próbowała coś zrobić , ale Valania dawała widoczne znaki że czym bliżej się ona zbliża tym szczeniak jest mocniej duszony. Zacisnąłem zęby. Valania była nieznacznie mniejsza ode mnie ale od wadery byłą prawie dwa razy większa...Przełknąłem ślinę i napiąłem mięśnie gotowe do skoku.
-Jeśli chcesz tak potyczkę to wybieraj! ty, wadera czy szczenie, dwoje zginie...-powiedziała Valania a wiedziała jaki mam wstręt do innych i że chciałbym być możliwie daleko od tej sprawy. Heh jak w filmach. Złammy scenariusz. Rzuciłem się w stronę kreatury wytrącając jej szczeniaczka z łap. Odepchnąłem go w stronę matki i wrzasnąłem mając już krew w pysku:"UCIEKAJ!",ale nie wiem czy mnie posłuchała bo mój widok przepełniała już tylko walka.
*
Wygrana czy przegrana? Żyję? Czy może już jestem po drugiej stronie...Wiedziałem jedno walka byłą skończona... Próbowałem otworzyć oczy, ale poczułem tylko tępy ból. Zdołałem zobaczyć tylko zarysy i cienie...Moje całe siało było poparzone i poranione, a co gorsza zmieniłem się w człowieka...


<Hope?>