Wypatrujcie zmian :)
środa, 5 lutego 2014
Uwaga!
Przepraszamy za utrudnienia ale mamy ostatnio dużo na głowie , a to nie powód żeby niektórzy z was wpadali w furie i zaczęli pisać jakieś dziwne wiadomości. Po prostu w najbliższym czasie mamy trochę do nauki i wgl . Po za tym nie jest tak łatwo prowadzić dosyć dużego bloga i wieść bardzo zapracowany tryb życia. Mimo , że są nas dwie to nie zawsze możemy być aktywne. Jeśli was uraziliśmy , ok przepraszamy , ale chcieliśmy wam tylko przekazać , że ta wataha jest naprawdę ważną częścią naszego życia i nie tak łatwo jest zgasić w nas ducha walki albowiem im częściej upadniesz tym szybciej powstaniesz.
Pozdrawiamy i oczekujemy wyrozumiałości :) .
Pozdrawiamy i oczekujemy wyrozumiałości :) .
Wasze Alfy
Od Nikona do Wszystkich Wolnych Wader - Tylko jedna

Od Throw'a do Blue
Zapukałem do drzwi Blue. Otworzyła mi drzwi i z uśmiechem podeszła do mnie.
-Witaj! - powiedziałem.
-Witaj! - powiedziała miło i słodko. - Czym zawdzięczam sobie tę miłą wizytę? Wejdziesz?
-Z chęcią! - rzekłem z niedowierzaniem, że tak chętnie to zrobiła. Zazwyczaj nikt za mną nie przepadał.
Zasiedliśmy do herbaty. Opowiadaliśmy sobie żarty i historie z życia. Śmialiśmy się, czasem aż do łez.
-Dziwi mnie że jesteś tu sama przez cały dzień!
-Nie jestem.-zaśmiała się.
-No teraz nie!Czekaj, masz coś za uchem.- odparłem rwónie zabawnie.
- O tu...-wyciągnąłem jej zza ucha igłę świerku. Zarumieniła się i uśmiechnęła.Patrzyłem na nią i z zainteresowaniem i coraz głębszą fascynacją tej osoby rzekłem.
-Myślę,że czas już na mnie Blue. Spotkajmy się popołudniu, ok?
-Oczywiście.-powiedział niepewnie, ale z radością.
-Czekam nad rzeką...Do zobaczenia!-powiedziałem z urokliwym spojrzeniem i z gracją wyszedłem na dwór. Stworzyłem tornado i ciepłe wiatry sprowadziły mnie do domu.
Od Noctis
- Morderczyni ! - krzyknęła szara, stara wadera - Morderczyni ! Zabije cię !
Podszedł do niej jeden z otaczających mnie basiorów.
- Uspokój się Domina. Kara ją nie ominie .
- Zabiła ją ! Moją córeczkę ! - wadera wyła w niebo głosy, stojąc nad ciałem swojej córki,
- Ja nie chciałam ! To był wypadek ! - piszczałam, ale nikt nie słuchał.
Nagle twarze wilków robiły się coraz bardziej rozmazane. Patrzyły na mnie i wydawały z siebie śmiech, który przywodzi na myśl szaleńców. Cienie zaczęły się nade mną unosić. Próbowały mnie złapać. Obudził mnie mój własny krzyk. To tylko sen. Tylko sen. Już pewnie jest południe. Wyruszyłam w dalszą wędrówkę. Po ok. godziny wędrówki zobaczyłam w oddali wilka. Szybko schowałam się za krzaki. Może mnie nie widział ? Oczy same się zamykają.
- Czemu nie poszłam spać wcześniej ? - to była ostatnia spójna myśl za nim znów zasnęłam.
(ktokolwiek ?)
Od Kiby do Blue
Było biało, jasno i cicho. Znajdowałem się w nieopisanej i bezgranicznej przestrzeni, która zdawała się być po prostu pusta. Zrobiłem niepewny krok w przód, nie wiedziałem,gdzie jest grunt, ani czy w
ogóle tu jest. Spostrzegłem, że z wcześniejszego miejsca, gdzie stała moja łapa
sączyła się krew. Czyżby to niebo, Utopia i jednocześnie paradoksalne więzienie
mogło być także moją śmiercią, demonem, z którego objęć nie da się uciec?
Miałem skończyć w tak tragiczny sposób, tak nagle? Czułem, że ta nicość, to
pustkowie otacza mnie czułą ochroną, niczym nadopiekuńcza matka, która boi się
spuścić swego smyka z oczu. Nagle oślepiło mnie światło dochodzące jakby z
góry. Tuż przede mną pojawiła się skrzydlata wadera. Uśmiechała się do mnie, a
ja... Ja znałem skądś tę twarz.
- Kiba, to jeszcze
nie czas... Nie teraz, synu.
A więc ona nie żyje. Mimo naszej przeszłości, a także mej
szczenięcej naiwności i nadziei, że spotkam ją, ona odeszła. Musiała odejść...
Te wszystkie lata, poszukiwania... To był bezlitosny cios, który zburzył me
wszelkie mury i sztucznie stawiane tamy przez życie. Zapiszczałem i podbiegłem
do niej.
Ona tam została... Obiecała mi, a ja jak głupi uwierzyłem i
wierzyłem do teraz. Łzy napłynęły mi do oczu. Mogłem coś zrobić! Jednak
uciekłem, jako posłuszny i wierny piesek... Chciałem ją przytulić i na zawsze
być przy niej, przy osobie, która poświęciła swe życie dla... Dla syna, który
nim nie jest... Paradoks.
Wtem moje udo zaczęło krwawić, a z piersi zaczęła lać się
rzeka krwi. Płuca zmiażdżyły się, a oddech gwałtownie zmienił. Ona uśmiechnęła
się do mnie i szepnęła, że zawsze jest przy mnie. Nagle zaczęła się palić i
krzyczeć, a ja spadałem w dół. Nic już nie widziałem oprócz tej deski
przeszywającej ją na wylot... To było gorsze niż straszne. Chciałem coś zrobić,
ale ona zaczęła znikać i rozpływać się, a ja spadałem i spadałem. Od dołu
dostrzegałem światła, kształty i kolory. Wracałem tam, na ziemię!
- Nieee! Nie! Nie! Nie! Muszę wracać! Nie! Zostawcie ją,
weźcie mnie, proszę! Matko nie! Mamo! Aaaaa! Nie! Proszę! Nie chcę Cię znowu stracić!
Nie! Mamo, proszę! -krzyczałem ,ale ten krzyk wkrótce zmienił się w szlochanie
i płacz.
- Kiba! Uspokój się! Kiba, spokojnie! - słyszałem głosy Hope, Omegi i
Blue. Trzymały mnie, a ja krzyczałem z bólu po stracie i ranach...
Nastał wieczór.
Leżałem na łożu z kamienia i oglądałem gwiazdy. Wśród nich szukałem mojej
matki... Zauważyłem, że zaniepokoiłem innych. Słyszałem ich głosy, a potem...
<Blue?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)