piątek, 13 września 2013

Od Skyfall do Hope


~Parę dni później.
 Do moich uszów dotarła wiadomość, że zostanę przyjęta. Uradowana czekałam, aż dostanę na to potwierdzenie osobiście. Za tym czas poszłam zapolować. Wypatrzyłam sobie kolonie dorodnych zająców. Szara ósemka właśnie posilała się mokrą, wciąż od porannej rosy, trawę, a także świeże liście mleczy. Po cichutku skradałam się na pazórkach wbijające się do miękkiej ziemi. Były obok siebie, więc mogłam użyć dużej ilości światła, by je oślepić. Ja jednak wolałam klasyczne polowania. Zresztą czułam się jeszcze silniejsza w mocy niż zawsze. Tak jakby wataha posiadała jakieś właściwości w powietrzu. Czy nawet barierę. Pomijając to, Długo-usze przestały kicać. Chyba wyczuły mnie. Nie przejmowałam się tym. Wyskoczyłam oczekiwana. Pierwszego chwyciłam jedną łapą za szyję dusząc go mocno, na następnego czekały ostre, wilcze pazury śmierci. W tym samym czasie ich ciałka przestały się ruszać. Czym prędzej zostawiłam je, zabrałam się do reszty. Kolejną kopnęłam z całej siły, przy czym wyciągnięte ostrza na tylnych łapach rozszarpałam im brzuchy. Gdy te, które zostały jeszcze przy życiu starały się uciec, a każdy w inną stronę, wspięłam się zwinnie na drzewo i zeskoczyłam tak, że odcięłam drogę z jednych. Zagryzłam go, tak jak i dwóch następnych. Kiedy rozerwałam przedostatniego, doszłam do niosku, że ósmy mi uciekł. Bawiłam się przy tym świetnie, zatem skacząc po głazach spoglądając za ostatnim w końcu znalazłam. Postąpiłam tak jak z pierwszym. Całe to przedstawienie było sadystyczne, jednakże normalne w świecie zwierząt. Zadowolona, zjadłam je z wielką chęcią. Byłam głodna szczerze mówiąc. Zające stały się tylko przekąską. Szukałam czegoś większego. Nagle spostrzegłam jelenia. Wspięłam się na drzewo, uważnie zeskoczyłam naprzeciw samca. Był bardzo silny. Nie uciekł, wręcz przeciwnie. Próbował mnie zaatakować swymi potężnymi porożami. Nie dał rady. Skończyło się upadnięcie na ziemię bez pulsu. Usłyszałam oklaski.
- Dziękuję- powiedziałam dumnie.
- Widzę, że łączysz polowanie z walką- uśmiechnęła się Hope.
- Te połączenie jest całkiem dobre, przy okazji łączę to z zabawą- opowiedziałam.
- Mamy wieści- rzekła Omega.
- O jej!- wykrzyknęłam radośnie, wiedziałam co się szykuje.
- Witaj w Watasze Niezłomnej Nadzei!
- Oh, jestem niezmiernie wam wdzięczna, ale... sądzę, że moje miejsce jest w samotności- nieco posmutniałam.
- Dlaczego? Każdy ma szansę- zdziwiła się Omega- oh, widzę że zmęczona jesteś. Musiałam długą drogę przejść.
-...- przypomniał mi się krwiożerczy stwór i tajemnicza wadera.
- Spotkajmy się w lesie Czerwonych Kwiatów.
- Dobrze- odpowiedziałam zaciekawiona.
 Gdy odpoczęłam kąpiąc się w jeziorku, wybrałam się do owego lasu. Nie miałam problemu go znaleźć, przywiodły mnie pszczoły, które leciały w jedno miejsce.
- A więc...
- A więc masz talent do polowania, czyż nie?- dokończyła Hope, jej siostry tu nie było.
- Cóż ja...
- Masz ciekawy styl polowania. Czy nie myślałabyś by polować dla stada? Taka jest moja propozycja, oczywiście też część dostaniesz jedzenia- uśmiechnęła się.
- Z przyjemnością.
- Świetnie! Od jutra możesz zaczynać!
- A Ome... zanczy się... alfa o tym wie? Siostra pani?
- Dokładnie to nie, ale nie martw się, zapewne się zgodzi.
- Mam nadzieję.
- Ależ tak! A tak poza tym... może opowiesz sowją historię?
- Cóż, pani... nie jest...
- Nie musisz mnie tak nazywać, oczywiście to nie zmienia faktu mojej pozycji, ale...
- Rozumiem. Będę rzadziej używać takich słów.
- Wiesz, jesteś w naszej rodzinie. Traktujmy się jak członkowie wielkiej rodziny... oczywiście wyłanczając co łączy waderę z basiorem, chodzi po prostu o wspólnotę watahy.
- Heh, wiem- trochę nie zrozumiała tych słów, ale wiedziałam, że chodzi o spokrewieństwo, a inaczej mówiąc coś w stylu kazirodztwa.
- Widzę, że jesteś nowa- powiedział basior.
<Kto był tym basiorem?>

Od Omegi, Proszę...

Mam do was taką sprawę...więc wysłałam swoje opowiadanie na konkurs literacki na portalu chomikuj.pl. Prosiła bym wszystkich o pomoc w głosowaniu. Głosujcie na moje opowiadanie o-o.
Wystarczy że w tej wyszukiwarce->KLIK wpiszecie:Upadła Anielica
Tekst jest naprawdę przyjemny...

Z góry dziękuje....
Omega...

czwartek, 12 września 2013

Od Omegi do Shannel

Szłam z Marco, ten mówił coś do mnie, ale moja głowa była zaprzątnięta innymi sprawami. Nagle usłyszałam jakiś nietypowy dźwięk. Wyskoczyłam z krzaków i zderzyłam się z czymś.
-Shannel?-zapytał Marco pomagając mi wstać.-Chyba jest nieprzytomna.
-Zabierzmy ją w bezpieczne miejsce.-powiedziałam.
-Dobra, to do mojej nory, bo w twojej narobił bałaganu jakiś stwór i powywalał wszystko.-powiedział Marco wtaszczając Shannel na swoje plecy.
-?! Zaraz przyjdę! Tylko ogarnę sytuację.-krzyknęłam przez ramie i pobiegłam do nory, a Marco z Shannel oddalili się do nory basiora.
<Marco? Shannel? Sorry że takie krótkie.>

Uwaga!, Do Hope

Niestety...mogę nie mieć internetu ponieważ elektrycy majstrują coś przy kablu, a mam neostradę :/ Proszę więc Hope o dodawanie wszystkich rzeczy.
Wasza Omega...

wtorek, 10 września 2013

Od Shannel:"Jak za własnym ogonem."


Często myślałam nad swym życiem. W sumie było nijakie. Cóż z tego, że żyłam spokojnie. Jak każdy wilk pragnęłam wielkiej przygody i przyjaciół. Niestety tego brakowało mi najbardziej. Kiedy tylko próbowałam zagadnąć nie było dla mnie czasu. Położyłam się i westchnęłam. Może, by tak zniknąć na parę dni tond i gdzieś się zaszyć pomyślałam, ale chwilę potem stwierdziłam że to niedorzeczne. Zbliżała się noc. Więc poszłam spać  myśląc, że nastąpi kolejny nudny dzień... Nad anem udałam się na polowanie i posiliłam się. Potem udałam się na przechadzkę do lasu Czerwonych kwiatów. W tym miejscu było tak ujmujące piękno że nie mogłam sobie spaceru tam. Nagle usłyszałam wybuch w jakieś norze. Zdziwiłam się i szybko pobiegłam zobaczyłam wilczyce. Wyglądała tak:
Zapytałam:
- Nic Ci nie jest?
- Nie. - odparła sprzątając norę.
- Może Ci pomóc?
- Nie, nie już po sprawie. Może wejdziesz? Jestem Czichiro.
- Dziękuję za gościnę. Jestem Shanel.
- Co Cię do mnie sprowadza?
- W sumie... nic. Przechadzałam się tylko.
- Moja droga na pewno masz jakiś problem
- Owszem skołatane serce... Ech...
- Rozumiem. Niestety to jedyna przypadłość na, którą nie ma lekarstwa. Nie martw się kiedyś poznasz tego jedynego.
- Tak, Ci się wydaje? Ja w to bardzo wątpię. Od jutra znowu się zacznie rutyna dnia.- przewróciłam oczami. Wilczyca spojrzała, zaśmiała się i powiedziała:
- Każdy jest kowalem swojego losu i choć może dni się powtarzają nie pozwól by były takie same, żyj każdą chwilą jakby była ostatnia.
- Mądre słowa Czichiro. Jesteś kochana. Należysz do jakieś watahy?
- Nie bo nie mogłabym pomagać wszystkim wilkom dookoła.
- Rozumiem. Muszę już iść robi się późno. Dziękuję Ci za te pokrzepiające słowa. Do zobaczenia.- Wilczyca uśmiechnęła się i powiedziała:
- Do zobaczenia Shanel! Wpadnij czasem, przyda mi się pomoc.
Wracając do watahy cieszyłam się że spotkałam taką osobę na swojej drodze życia. Zamyślona tak długo szłam. Nagle ktoś wyskoczył na mnie zza krzaków i uderzyłam głową o kamień. Straciłam przytomność...
<dokończy ktoś, co się stało ze mną potem?>

Nowy basior!

Witamy Rados!

Partner:Zakochany w Rose
Opis wilka:Miły, zabawny, silny, pomocny, przyjacielski, odważny

Szczeniaki Picalla i Ifus urosły!

Amir
ak8w.jpg
Charlotta
yxhw.jpg

Sundy
xlbg.jpg